Prawo i Sztuka cz. II

Jeden z poczytniejszych dzienników warszawskich relację z imprezy Stowarzyszenia „Niezależna Fo-nografia Polska” wraz z FIPI (szczegóły w bieżącym numerze Fonosfery) opatrzył tytułem „Fetysz Internetu”. Nazwy gazety nie podam, bo nikt mi za to nie płaci. Interesującym faktem jest, iż o komentarz na temat przedmiotu tego spotkania a więc muzyki on – line, poproszono przedstawiciela ZPAV, a więc organizacji będącej w ideowej opozycji do Stowarzyszenia Niezależnych. Bardzo ciekawy pomysł. To tak jakby relację ze spotkania kandydata na kandydata na prezydenta komentował na żywo w telewizji jego zagorzały przeciwnik polityczny. Sens wypowiedzi przedstawiciela ZPAV jest mniej więcej taki: myślenie, iż dzięki nowym mediom uda się osiągnąć lepsze wyniki sprzedaży to fetyszyzowanie Internetu.

Sprawa jest o tyle ciekawa, ponieważ jeszcze nikomu nie udało się odgadnąć, do czego ten Internet właściwie służy. Jak wiadomo, na początku byka to sieć komputerowa stworzona dla celów wojskowych i wtedy sprawa była jasna. Ale teraz, gdy do sieci podłączone są dziesiątki, jeśli nie setki milionów domowych komputerów, nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. To oczywiście nie znaczy, że nie podejmowano takich prób. Z założenia w Internecie szuka się informacji. O której godzinie odjeżdża pociąg do Madrytu, ile kosztują akcje spółki X na giełdzie Y, dlaczego znów padało w Bangladeszu itp. Mamy więc coś w postaci gigantycznego dziennika telewizyjnego, na wszystkich dostępnych kanałach i z nieograniczoną listą prezenterów. Na podstawie powyższego można określić Internet jako pomieszanie telewizji z gazetą, oczywiście monstrualnych rozmiarów.

Tyle, że w Sieci można znaleźć o wiele więcej. Młodzi początkujący zacżynają zwykle od stron z płcią przeciwną niekoniecznię ubraną, potem się ta im nudzi. Można pograć w rozmaite gry z wieloma przeciwnikami naraz. Co dla nas istotne móżna równiez posłuchać muzyki, a jest jej ogromną ilość.

Czy jest ta szukanie informacji? Oczywiście nie. Nie szuka się tylko i wyłącznie danych ile kotletów popularny piosenkarz w stylu macho zjadł na śniadanie, tylko poszukuje się plików z muzyką w wiadomo jakim formacie. Przy okazji można obejrzeć tzw. teledysk (przepraszam za brzydkie słownictwo, ale wideoklip brzmi jeszcze gorzej). Są teksty piosenek. Można oczywiście pokusić się o stwierdzenie, iż wszystko to są informacje, co sprowadza całą rzeczywistość do formatu zero – jedynkowego. Informacja jest zwykle na temat, a w sieci są również rozwinięcia tematu.

W momencie, gdy uznamy, że w Internecie jest wszystko: informacje i nie – informacje, to rzeczywiście popełnimy błąd. Jest tam bowiem tylko tyle, ile ludzie obsługujący różne skomplikowane programy wprowadzą, legalnie bądź nie. To po pierwsze. Po drugie, nawet jeśli znajdziemy tam np. pliki muzyczne, to będą one po pierwsze gorszej jakości, a po drugie „gołe” w tym sensie, iż bez nazwisk autora tekstu, okładek singli itp. W związku z tym nadal twierdzę, iż Internet nie jest w stanie zastąpić tradycyjnych mediów.

Czy więc autor tytułu o fetyszy-zowaniu Internetu miał rację? Nie. A dlaczego? Ponieważ nikt ze Stowarzyszenia nigdy nie fetyszyzował Internetu; cokolwiek miałoby to znaczyć. Jest to po prostu bardzo użyteczny instrument służący uzyskiwaniu informacji. A muzyka nie jest informacją, jest sztuką, o czym wielu zapomniało. I czy to będzie koncert w Filharmonii Warszawskiej, na którym usłyszymy Koncerty Brandenburskie Johanna Sebastiana Bacha, czy show Iron Maiden na Torwarze, będziemy obcować z przeżyciami natury estetycznej. Tego w Internecie nie ma. Niewątpliwie natomiast znajdziemy tam informację o tych koncertach, muzykach biorących udział, może nawet posłuchamy (oby legalnego) fragmentu muzyki.

W przypadku firm niezależnych sieć może się okazać bardzo użyteczna, gdyż dostaniemy tam informacje o wydawnictwach ambitnych, ale jeszcze mało znanych. Posłuchamy np. jednej z kompozycji. Powinna ona zachęcać do zapoznania się bliżej z twórczością danego artysty. A myślę, że sporo ludzi ma ochotę kupić płytę tradycyjną (mam na myśli CD czy MC) ładnie wydaną, usiąść sobie w fotelu i posłuchać. Trzeba im to umożliwić i do tego, między innymi, ma służyć Internet.

Marcin Karolak
zamknij okno

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *