W Polsce - rok
1957 
Jeszcze nie nastał czas na odrodzenie, czy wręcz na narodziny
polskiej - nowoczesnej jak na owe czasy - muzyki rozrywkowej. Jeszcze dominują wykonawcy
śpiewający przesłodzoną manierą, z repertuarem bardziej zbliżonym do lat 40-tych,
niż bliskich 60-ym. Tak przynajmniej dziś odbieramy tę muzykę - wówczas nikt nie
rozglądał się w kraju za nowoczesnością, przyjmowano z dobrodziejstwem inwentarza to,
co było.
Choć muzyka rock and rollowa już zdominowała Stany Zjednoczone, i
jej echa dotarły także do Europy, to jednak na starym kontynencie trzeba jeszcze
poczekać na gwiazdy tego gatunku. Nawet Wielka Brytania, tak łatwo podchwytująca zwykle
wszystkie nowinki ze Stanów Zjednoczonych, jeszcze nie miała swoich gwiazd w stylu rock
and roll, bo to, co śpiewał na przykład Tommy Steele nie było najlepszym przykładem
tego stylu. Europejska publiczność, europejscy melomani przyzwyczajeni do stylu bardziej
tradycyjnego, jeszcze nie byli w pełni przygotowani na rock and rollowe szaleństwo. Na
listach przebojów w Wielkiej Brytanii dominowały jeszcze nagrania w stylu sweet - choć
trzeba przyznać, że w porównaniu z naszymi, opracowane perfekcyjnie. Powtarzały się
nazwiska Binga Crosby''go, Nat "King"Cole'a, Russa Hamiltona czy Frankie
Vaughana, lecz coraz częściej pojawiał się elektryzujący wszystkich Elvis Presley.
Ale również przeciwko niemu zwracała się spora część amerykańskiego
społeczeństwa - zwłaszcza ta konserwatywna. Gdy nagrał płytę z piosenkami
świątecznymi, wiele osób twierdziło, że jest to szarganie świętości - cóż ten
zbuntowany rock and rollowiec może mieć wspólnego z tradycyjnymi świętami
rodzinnymi...! Okazało się jednak, że Elvis cudownie potrafi swym głosem oddać klimat
Bożego Narodzenia, i potem przekonali się do niego niemal wszyscy, choć w roku 1957
jedna z rozgłośni radiowych usunęła prezentera, który presleyowską wersję
"White Christmas" umieścił w swym programie. W USA rock and roll zdołał już
w roku 1957 opanować eter - wiele było stacji radiowych nadających wyłącznie tę
muzykę, a powstawały również programy telewizyjne specjalizujące się w rock and
rollu.
Powróćmy na nasz rynek muzyczny - u nas w programach radiowych rock
and rolla, ani jazzu nie było zupełnie, no, jazzu może jak na lekarstwo. Lucjan
Kydryński w swych audycjach z rzadka jedynie nadawał gwiazdy czy gwiazdki młodego,
amerykańskiego pokolenia, ograniczając się - nieco później - do Paula Anki, Brendy
Lee, Neila Sedaki i Elvisa. W jego "Rewii piosenki" dominowała szlachetna
piosenka francuska, ze swymi słynnymi do dziś przedstawicielkami i przedstawicielami.
Oto francusko-języczne gwiazdy tamtego roku: George Brassens, Juliette Greco, Maurice
Chevalier (pan w słomkowym kapelusiku - taka chyba na zawsze w naszej pamięci pozostanie
ta sympatyczna postać), Henri Salvador, Patachou, Jacqueline Francois, Mouloudji, Charles
Trenet, Mistinguette. Niektórzy z tych wykonawców stali się ulubieńcami naszej
publiczności - koncertujący u nas wielokrotnie w latach następnych Charles Aznavour,
Gilbert Becaud, czy śpiewający aktor Philippe Clay.
Program radiowy, słynna Jedynka, opanowana była przez muzykę
krajową - nikt z ówczesnych twórców muzycznych audycji nie musiał przekonywać (jak
działo się to wielokrotnie w latach późniejszych) do grania krajowego repertuaru.
Innego w zasadzie nie było, a jeśli nawet był, to pochodził z krajów ościennych,
więc bliski był ideologicznie. W katalogu z tamtych lat wielu jest wykonawców
radzieckich, wiele rosyjskiej muzyki ludowej, operetek z tamtych stron i nawet jeszcze
piosenek wojennych, choć czasy "Przyfrontowego szofera" już się skończyły.
Z solistów dominowały nagrania tych oto wielkich głosów: Wiktorii Kaweckiej, Tadeusza
Millera, Janiny Romanówny, Kazimierza Pustelaka, Tadeusza Łuczaja, Krystyny Bodalskiej,
Beaty Artemskiej, Andrzeja Hiolskiego, Tadeusza Faliszewskiego, Henryka Roztworowskiego.
Dzieła całościowe, odtwarzane w radiowych programach, to m.in. operetka Emeryka Kalmana
"Księżna cyrkówka" w wykonaniu solistów i orkiestry p/d Alojzego Klucznioka,
"Piękna Helena" Jakuba Offenbacha w wykonaniu Filharmonii Paryskiej, a także
"Stary gramofon" czyli piosenki starowarszawskie w nagraniu Barbary Krafftówny,
Wojciecha Brydzińskiego, Danuty Mancewiczówny, Wiesława Glińskiego, Stanisława
Jasiukiewicza i Igora Śmiałowskiego. Wśród piosenek m.in. "Rypcium pipcium",
"Piaskarze ulicy" i "Trąbi zupka". Natomiast Tadeusz Faliszewski i
Wiktoria Kawecka śpiewali piosenki z muzycznych rewii z lat 20-tych i 30-tych
niezapomniane przeboje z przedstawień "Coś wisi w powietrzu", "Jesienne
manewry" i "1000 pięknych dziewcząt".
Wiele było w programach radiowych muzyki instrumentalnej, w latach
późniejszych zupełnie odłożonej na półki. Z solistów wymienić wypada Stanisława
Gawryluka grającego na flecie, Stanisława Santora na skrzypcach, Edmunda Sieję też na
skrzypcach, Józefa Łysiaka na saksofonie. Z krakowską orkiestrą Jerzego Gerta grał na
trąbce Jan Wodecki, ojciec Zbyszka Wodeckiego. Towarzyszące mu od dzieciństwa dźwięki
trąbki, skłoniły zapewne młodego Wodeckiego do nauki gry na tym instrumencie.
Piosenkarek i piosenkarzy nagrywających dla Polskich Nagrań mieliśmy już w roku 1957
sporo, choć głosy i repertuar były do siebie bardzo podobne, nie wspominając już o
manierach wykonawczych. Oto przekrój głosowo/repertuarowy: kto i co nagrywał w roku
1957. Wśród wielu piosenek nagranych przez Zbigniewa Kurtycza z zespołem Waldemara
Kazaneckiego jest też "Zielone kepi". Z tą samą orkiestrą Natasza Zylska
nagrała Baiao", a z zespołem Grudzińskiego niezapomniane "Kasztany" i
"Czekoladę". Jerzy Michotek, dla którego szczyt popularności nadszedł w roku
następnym, w 1957 śpiewał "I ty i ja", o dziwo z sekcją rytmiczną
"nowoczesnego" jazzmana Andrzeja Kurylewicza, oraz "Piosenkę o
dyliżansie" i "Wesołą warszawską karuzelę" z orkiestrą Kazimierza
Turewicza. Swe najsłynniejsze piosenki nagrała Marta Mirska: z zespołem Wiesława
Machana "Twój", "Mały zegarek", z orkiestrą taneczną Piotra
Szymanowskiego "Rozstanie nad morzem", a z orkiestrą Polskiego Radia p/d Jana
Cajmera swój największy przebój "Siwy włos". Julian Sztatler od fortepianu
śpiewał "Hydraulika" i "Przyszedł Jasio do okienka", a Jan Danek z
orkiestrą Jerzego Hermana "Piosenkę frontowego szofera", "Fiakra"
(na podstawie przeboju Francisa Lemarque'a) i "Nicolo, Nicolo, Nicolino".
Wielkim przebojem Chóru Czejanda była wersja Nata Simona "Put it on the Ritz",
w Polsce znana jako "Istambuł", a Hanny Skarżanki - kompozycja Marka Sarta
"To się nie da powiedzieć" nagrana z dwoma pianistami: Jerzym Wasowskim i
Jerzym Abratowskim. Rene Glaneau, rodowity Francuz, na stałe osiadły w naszym kraju
śpiewał "Moulin Rouge" z orkiestrą Ryszarda Damrosza, Mazowsze nagrało m.in.
"Łowiczankę", zespół Charlesa Bovery'ego "My blue heaven", a
zespół jazzowego klarnecisty Lesława Lica "When the saints...". Czy mówi
coś państwu nazwisko Valdi, Waldemar Valdi? Otóż pod tym pseudonimem ukrywał się
nasz doskonały, bardzo wcześnie zmarły, pianista klasyczny Waldemar Maciszewski, który
w ramach repertuaru rozrywkowego nagrał w roku 1957 słynną rumbę "Tico
tico".
Rok 1957 dobry był dla Janusza Gniatkowskiego, który ze względu na
swój miękki, czarujący głos nazywany był "polskim Bingiem Crosbym". Pan
Janusz nagrał był wówczas wiele pamiętnych do dziś piosenek, wśród nich były m.in.
"Arrivederci Roma", "Zimowa piosenka" i "Wrocławskie
gwiazdy" nagrane z orkiestrą Jerzego Hermana, oraz słynna piosenka "Kobieta i
mężczyzna", która śpiewał w duecie z Nataszą Zylską. Janusz Gniatkowski
pochodzi ze Lwowa, gdzie urodził się w roku 1928. Śpiewał w dzieciństwie w chórze
kościelnym potem, gdy na stałe osiadł w Katowicach pracował jako kierownik świetlic
zakładowych. Jego talentem jako pierwszy zainteresował się Waldemar Kazanecki, a
pierwsze nagrania dokonane zostały z katowickim zespołem Jerzego Haralda w roku 1954. W
roku 1955 trafił do zespołu estradowego, w którym obok niego byli Natasza Zylska i Jan
Danek, i wraz z nimi ruszył na podbój kraju i "naszego" bloku: do ZSRR, NRD,
Czechosłowacji, Mongolii, ale także do RFN, Francji, Austrii. Potem były liczne wyjazdy
do Polonii w USA, Kanadzie, Australii. Był, obok Mieczysława Fogga, najpopularniejszym
piosenkarzem lat 50-ych i pierwszej połowy lat 60-ych. Nagrywał z orkiestrami Jana
Cajmera i Zygmunta Wicharego, wylansował wiele melodyjnych przebojów, i wydał zaledwie
dwie płyty długogrające. W roku 1991 uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu, i do
dziś przechodzi okres rekonwalescencji. Życzymy panu Januszowi rychłego powrotu do
zdrowia.
Muzyka jazzowa w roku 1957 odżyła po odwilży polityczno-kulturalnej
1956-tego. I choć w programach radiowych jazz reprezentowany był bardzo skromnie - w
kartotece doszukałem się paru zaledwie nagrań Elli Fitzgerald, Louisa Armstronga i
orkiestry Duke'a Ellingtona, to jednak życie koncertowe kwitło. Roman Waschko w
"Przewodniku Iskier: muzyka jazzowa i rozrywkowa" pisze: "Drugi Festiwal w
Sopocie w roku 1957 miał odpowiedzieć na pytanie: jaki grać jazz? Ten tradycyjny,
łatwiejszy, czy nowoczesny, wymagający od muzyków dużych umiejętności muzycznych. Po
festiwalu nastąpił zasadniczy zwrot w kierunku jazzu nowoczesnego: był to początek
pełnej stabilizacji." Mateusz Święcicki w książce "Jazz - rytm XX
wieku" pisze o tych latach następująco: "Okres poprzedzający drugi festiwal w
Sopocie był dla publiczności okresem fascynacji jazzem tradycyjnym - dixielandem.
Słuchacze w większości nie rozumieli gry sekstetu Krzysztofa "Komedy"
Trzcińskiego, ani świetnej grupy niemieckiej Joki Freud Quintet. Dla przeciętnego
amatora jazzu, okres ten był odpowiednikiem i kontynuacją w Polsce Revivalu - Renesansu
Jazzu Nowoorleańskiego - i w tym stylu starały się grać wszystkie polskie
zespoły."
I na zakończenie skrócone kalendarium wydarzeń, głównie
kulturalnych, lecz nie tylko , roku 1957.
Tadeusz Kotarbiński stanął na czele PAN (Polska Akademia Nauk),
odbyła się premiera sztuki "Czekając na Godota" Samuela Becketta. Rozwiązano
ZMP utworzono ZMS i ZMW.
W Krakowie Ołtarz Wita Stwosza powrócił do Kościoła Mariackiego,
odbyła się premiera filmu "Kanał" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Na gościnne
występy przyjechała do Polski Comedie Française. Odbyła się inauguracja kabaretu
"Stodoła". Książki roku, które wzbudziły największe zainteresowanie
czytelników - "Kolumbowie, rocznik 20" Romana Bratnego i tomik satyr
"Słoń" Sławomira Mrożka.
Zlikwidowano gazetę "Po prostu". Gerard Cieślik strzelił
dwie bramki w zwycięskim meczu 2:1 Polska - ZSRR. Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury
otrzymał Albert Camus.
W roku 1957 zmarli: aktor Humphrey Bogart (57 lat), dyrygent Arturo Toscanini (90 lat),
poeta Leopold Staff (79 lat), kompozytor fiński Jan Sibelius (92 lata), dyktator mody
Christian Dior (52 lata).
Marek Gaszyński
|