W Polsce - rok 1956 
Wobec minionego, 1955 roku, zmiany mamy niewielkie. Nie ma rewolucji
w polskiej piosence, nie ma wstrząsów w krajowej muzyce rozrywkowej.
W odróżnieniu od niektórych nagrań zagranicznych, które do dziś
niewiele się zestarzały, nagrań polskich piosenkarzy z roku 1956 słuchać możemy
głównie z przymrużeniem oka, to bowiem utwory brzmiące bardzo staromodnie, wręcz
staroświecko. Jakbyśmy znaleźli się nagle w skansenie muzyki rozrywkowej. Najsłabszą
stroną ówczesnej piosenki polskiej, muzyki instrumentalnej, są aranżacje, opracowania,
instrumentalizacja. Brzmi to wszystko archaicznie, jakby pochodziło z lat 40-tych, czy
nawet 30-tych. Przyczyna leży zapewne w tym, że nasi ówcześni aranżerzy,
kompozytorzy, muzycy, mieli bardzo ograniczony dostęp do nowości światowych. Ba!
Byliśmy wręcz odcięci od tego wszystkiego, co działo się w zachodnim świecie.
Granica zachodnia była szczelnie zamknięta, płyty nie dochodziły, słuchanie
zagranicznego radia było zabronione, artyści zza "żelaznej kurtyny u nas się nie
pojawiali. I skąd tu czerpać wzory, materiały, pomysły?
Oto kilka takich staroświeckich przykładów aranżacyjnych - z
repertuaru Nataszy Zylskiej, która nagrywała z orkiestrą Jana Cajmera: "Baiao
bongo", czy "Piotruś", Marty Mirskiej "Niezapominajka", Janusza
Gniatkowskiego "Apasjonata". Jednym z pozytywnych wyjątków była
działalność Marii Koterbskiej, która jako jedyna potrafiła nowocześnie, na owe
czasy, swingować. Może nie był to swing najczystszej wody, taki typowy swing jazzowy,
ale lekkość frazy w nagraniach Koterbskiej wyczuwało się od razu, i te nagrania
zestarzały się do dziś stosunkowo najmniej. O Marii Koterbskiej tak w swej książce
"Alfabet Polskiej Rozrywki" wydanej przez WAiF w roku 1974, piszą jej autorzy
Witold Filler, Ryszard Marek Groński i Jerzy Wittlin: "A zaczęło się to wszystko
od akademii, gdzie w części artystycznej studentka farmacji zaśpiewała "Stary
Młyn". Wkrótce potem przyszedł pierwszy sukces: "Brzydula i rudzielec",
następnie stała współpraca z Jerzym Haraldem, występy w krakowskim "Teatrze
Satyryków", ta wojażowania z kabaretem "Wagabunda", zaszczytny tytuł
Piosenkarki Dwudziestolecia PRL. Co złożyło się na to, że Koterbska przetrwała
wszystkie szaleństwa mody i rewolucje gustów? Ona bowiem jedna ocalała z tłumu gwiazd
i gwiazdeczek, szybko idących w zapomnienie. Jej nagrania i płyty nadal cieszą się
powodzeniem... Dziś piosenki Koterbskiej są odtrutką na manieryzmy i udziwnienie
stylistyczne. Na opatrznie pojmowaną poezję piosenkową i wygórowane ambicje
wykonawców. Koterbska to lekcja kultury na estradzie: umiejętne wykorzystywanie walorów
głosowych i interpretacyjnych, po to, by dostarczyć słuchaczom chwili relaksu. Nic
dziwnego, że pamiętna wykonawczyni piosenki "Nie o mnie", "Nie o
mnie" sprawdza się i teraz, kiedy śpiewa "Tak w Polskę iść".
Słowa te pisane były w roku 1974, więc 25 lat temu, ale przyznacie
Państwo, że i dziś niektórych piosenek Marii Koterbskiej słucha się z
przyjemnością. Sięgnijmy do katalogu Polskich Nagrań, jedynego wówczas producenta
płyt długogrających, wtedy wydawanych na materiale nietrwałym, w formie dużych
czarnych, tłukących się płyt. Dodajmy jeszcze, że w dzisiejszym znaczeniu tego
słowa, Polskie Nagrania były wówczas monopolistą na rynku nagraniowym i konkurencji
żadnych nie miały. Oto kilka nazwisk wykonawców i kilka tytułów wydanych w roku 1956
płyt: Andrzej Bogucki i Chór Czejanda - "A mnie jest szkoda lata", zespół
Śląsk "Karolinka", Elisabeth Charles i orkiestra Zygmunta Wicharego -
"Już taki jestem zimny drań" i "I'm begining to see the light"
(nagrania z Festiwalu jazzowego w Sopocie), Jean Johston i Melomani - "Loweless
love" (jak wyżej), Ludwik Sempoliński - "Warszawa 1900", Chór Czejanda -
"Oh, mein papa", Maria Koterbska - "On gra na skrzydle" i "Zagraj
na banjo", Bogdan Niewinowski - "Kobiety nie bij nawet kwiatkiem",
Mieczysław Fogg - "O tobie", "Nie zapomnij", Julian Sztatler -
"Nieortograficzna piosenka", zespół Śląsk - "Gdybym to ja miała"
Solistom towarzyszyły orkiestry Jan Cajmera, Waldemara Kazaneckiego, Górkiewicza i
Skowrońskiego, Kazimierza Turewicza, Ryszarda Damrosza, oraz zespoły Jerzego
Abratowskiego, Mariana Radzika, Czesława Aniolkiewicza. W gronie kompozytorów
zdecydowanie prym wiódł Władysław Szpilman, ówczesny dyrektor muzyczny Polskiego
Radia. Prócz wymienionych solistów nagrywali wtedy także m.in. Jadwiga Swirtun, Hanna
Skarżanka, Jadwiga Prolińska, Stefcia Górska, Stefan Witas i Leonard Jakubowski.
Warto też zwrócić uwagę na spore grono pieśniarzy operetkowych:
Barbarę Muszyńską, Alinę Bolechowską, Wandę Wolańską, Józefa Wojtana, Kazimierza
Pustelaka i Włodzimierza Kotarbę. Z krajowych orkiestr wymienić warto, prócz podanych
powyżej, także zespoły kierowane przez Stefana Rachonia, Jerzego Gerta w Krakowie,
Jerzego Haralda w Katowicach, zespół instrumentalny Mieczysława Janicza, sextet
organowy Andrzeja Kurylewicza, i słynną orkiestrę Mandolinistów Łódzkiej Rozgłośni
Polskiego Radia pod kierownictwem Edwarda Ciukszy. Krajowa muzyka instrumentalna
przeżywała więc w połowie lat 50-tych swój Złoty Okres. Ówczesne programy radiowe
obfitowały także w muzykę ludową, graną przez oryginalne kapele Namysłowskiego,
Wesołowskiego, ale również przez zespoły stylizujące na ludowe. W ramach tej
ostatniej muzyki prym wiodły dwa zespoły muzyczno-taneczne: Śląsk powstały w roku
1953, i założone już w roku 1948 przez Tadeusza Sygietyńskiego słynne Mazowsze,
które niebawem ruszy na podbój świata.
W roku 1956 w Sopocie odbył się pierwszy w Polsce międzynarodowy
Festiwal Jazzowy. I choć z zagranicy było jedynie paru wykonawców - z Czechosłowacji i
z Niemiec - to jednak było to pierwsze otwarcie "kulturalnego" okienka na
zachód. Choć był to festiwal stricte jazzowy, to jednak wniósł on nowy, świeży
powiew w życie nie tylko jazzowe. Na pewno przyczynił się on także do innego, nowego
spojrzenia na muzykę rozrywkową. I choć na tę "nowość" musieliśmy
poczekać jeszcze kilka lat, to jednak pewne zwiastuny już miały miejsce, a przynajmniej
kilka osób poczęło myśleć o unowocześnieniu polskiej muzyki - nie tylko jazzowej.
Jazz nowoczesny, w postaci muzyki tworzonej przez Kwintet Komedy już powstał, na
powstanie nowocześniejszej muzyki rozrywkowej jeszcze nie było sprzyjającej atmosfery.
Rock and roll docierał do nas z wielkimi kłopotami, choć jego echa już słyszeliśmy.
I na koniec kilka faktów z życia kulturalno-sportowo-towarzyskiego
roku 1956.
Teatr Nowy z Łodzi, w reżyserii Kazimierza Dejmka po raz pierwszy po
wojnie wystawił "Noc Listopadową" Wyspiańskiego.
Błękitny Jazz pod dyrekcją Ryszarda Damrosza dał w Sali Kongresowej
pierwszy koncert jazzowy po erze Stalinowskiej.
W Gdańskim teatrze Bim Bom odbyła się premiera spektaklu
"Radość poważna" z udziałem m.in. Zbigniewa Cybulskiego i Bogumiła Kobieli.
Karol Kuryluk zastąpił na stanowisku Ministra Kultury i Sztuki
Włodzimierza Sokorskiego.
W Monaco odbył się ślub Księcia Rainera z aktorką Grace Kelly,
siostrą słynnego tancerze Gene Kelly'ego. Dzieki Eurowizji oglądało tę uroczystość
30 milionów widzów w trzydziestu krajach.
Uroczyście otwarto Warszawski Ośrodek Telewizyjny - program nadawano
trzy razy w tygodniu, łącznie 13,5 godziny.
Zwycięzcą IX Wyścigu Pokoju został Stanisław Królak.
W Krakowie odbył się pierwsze spektakl teatru Tadeusza Kantora "Cricot 2".
Teatr Narodowy w Paryżu wystawił "Kordiana" w reżyserii Erwina Axera.
Odbył się ślub Marylin Monroe z pisarzem Arturem Millerem.
Urodziła się przyszła gwiazda szwedzkiego tenisa Björn Borg.
Zmarli: poeta Jan Lechoń (żył 57 lat) i Bertold Brecht (67).
Otwarto istniejący do dziś stadion piłkarski w Chorzowie.
200 mil przed Nowym Jorkiem, na skutek kolizji z innym statkiem,
zatonął włoski tankowiec Andrea Doria.
Po raz pierwszy w powojennej Polsce wydano m.in.:
"Ferdydurke" Gombrowicza, "Wspólny pokój" Uniłowskiego.
W roku 56-tym debiutowali tomikami poezji m.in.: Miron Białowszewski,
Zbigniew Herbert, Jan Harasymowicz, Julia Hartwig, Tadeusz Nowak i Stanisław Grochowiak.
Swoją pierwszą książkę "Pierwszy krok w chmurach" wydał
Marek Hłasko.
Marek Gaszyński
|